Pewien mężczyzna opowiadał na antenie radiowej o swoim niezwykłym losie. Gdy nie miał jeszcze dwudziestu lat, wybuchła II wojna światowa. Dowiedziawszy się, że Rosjanie wkroczyli na Ukrainę, ukrył się nieopodal swojego domu rodzinnego w małej ziemiance, w której przechowywano produkty żywnościowe. Miał nadzieję, że w ten sposób uchroni się przed przymusowym wcieleniem do Armii Czerwonej . Bał się, że jeśli pójdzie na wojnę, zginie gdzieś daleko od domu.
Kiedy skończyła się wojna, postanowił w dalszym ciągu nie opuszczać swojej kryjówki. Teraz znowu bał się, że Rosjanie złapią go i surowo ukarzą za uchylanie się od służby wojskowej. Swoje istnienie zdecydował się ujawnić światu dopiero po rozpadzie Związku Radzieckiego. Wówczas to mógł wreszcie po pięćdziesięciu latach poczuć na swej twarzy świeży powiew wiatru i spojrzeć prosto w słońce.
Gdy dziennikarze pytali go, w jaki sposób zdołał tak długo wytrzymać z dala od ludzi, w ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu, wskazał na Biblię i powiedział: „To Bóg dodawał mi nadziei. Pismo św. i inne książki religijne były moimi jedynymi towarzyszami. To dzięki nim mogłem skutecznie zmagać się z lękiem, który stale mi towarzyszył i mieć wewnętrzną pewność, że Bóg nie pozwoli mi zginąć, że kiedyś wyprowadzi mnie z tych ciemności na światło dzienne”.
Czy jest ktoś poza Bogiem, kto może wyzwolić człowieka od lęku, i to tego największego – lęku przed śmiercią? Czy jest ktoś poza Bogiem, kto potrafi pomóc człowiekowi przetrwać, gdy jego życie spowijają ciemności? Czy jest ktoś poza Bogiem, kto może dać człowiekowi, pogrążonemu w mrokach niepewności i osamotnienia, nadzieję na życie w świetle?
Tej Nocy Bóg wskrzesza swojego Syna, Jezusa. Tej Nocy spełniają się słowa Proroka Ezechiela: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój” (Ez 37, 12). Razem z Jezusem, który bez reszty zanurzył się w naszym losie, Bóg wyprowadza nas dzisiaj z niewoli ciemności i wiedzie do krainy światła, co nie zna zachodu.
Jezus umierając, zstępuje w czarną otchłań naszych lęków. Gdy kona na krzyżu, jest z nami, albowiem wie, czym są lęki śmiertelne i zna, co to trwoga konania. Umierając, Jezus nawiedza tych, którzy siedzą pogrążeni w cieniu śmierci. Zstępuje w ponurą otchłań grzechu, który przygniata i rani, zasmuca i odbiera nadzieję na szczęście. Tym, którzy są w ciemnościach, Bóg mówi przez Jezusa: „Niech zajaśnieje wam światło!”
Podczas tej Wielkosobotniej Liturgii wspominamy nasz chrzest, poprzez który razem z Chrystusem zanurzeni zostaliśmy w śmierci, by wspólnie z Nim powstać do życia. Jak owej Wielkiej Nocy Ojciec wyciągnął rękę do Syna i wskrzesił Go z martwych, tak w sakramencie chrztu wyciąga ku nam rękę, by wskazać nam jasną, bezpieczną drogę, która nas niezawodnie powiedzie do szczęścia. W sakramencie chrztu Bóg mówi do człowieka przez swojego Syna, Jezusa: „Niech zajaśnieje ci światło! Niech Jezus, Światłość świata, będzie ci przewodnikiem! Kto idzie za Nim, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”.
Tak jak w dniu naszego chrztu, Bóg zwraca się dzisiaj do każdego z nas: „Wyjdź z ciemności! Nie chowaj się przed światem! Nie lękaj się nikogo! Twoje winy zostały zmazane. Szatan i śmierć raz na zawsze poniosły klęskę. Zło zostało obezwładnione. Nie bój się! Odtąd nikt i nic nie może cię ode mnie odłączyć: ani utrapienie, ani ucisk, ani prześladowanie”. Do każdego, komu lęk i grzech przysłoniły światło, Bóg dzisiaj mówi: „Nie trać nadziei! Światło zwyciężyło ciemności! Więc zbudź się, o śpiący, i wyjdź z twojej spowitej mrokiem kryjówki, a zajaśnieje ci Chrystus!”
Dodaj komentarz