Przyzwyczailiśmy się już do tego, że drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia czcimy św. Szczepana. Ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że jest to zupełnie przypadkowe i w swoim charakterze niepasujące do okresu Narodzenia Pańskiego. Święto św. Szczepana, pierwszego męczennika, najbardziej pasowałoby do okresu wielkanocnego jako pierwsze tak wymowne świadectwo o zmartwychwstaniu, dane publicznie. Jaki ma ono sens w oktawie Bożego Narodzenia?
To przypadkowe złożenie świąt, niezbyt dobrze pasujące do naszego przeżywania Bożego Narodzenia, ma jednak głęboką wymowę. Od samego początku z narodzeniem Jezusa wiąże się tajemnica buntu i sprzeciwu. Kiedy rodzice przynieśli Go do świątyni, starzec Symeon błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą (Łk 2,34). Jezus przyszedł na świat, aby na Nim dokonało się ostateczne objawienie – z jednej strony Bożej miłości, z drugiej jednak głębi ludzkiej przewrotności. Święto św. Szczepana szczególnie wyraźnie odsłania właśnie ten wymiar tajemnicy Wcielenia.
Przedziwna się wydaje aż tak daleko posunięta przewrotność ludzka. Scena rozprawy ze Szczepanem odsłania ogrom nienawiści, jaką ludzie w sobie noszą i wylewają na zewnątrz. Zaślepić może ona oczy i prowadzi do największych zbrodni. W imię czego człowiek przyjmuje nienawiść? Dzieje Apostolskie piszą na ten temat:
Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego /natchnienia/ przemawiał. Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego. A on, pełen Ducha Świętego, patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga. A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem (Dz 6,10; 7,54-58).
Gniew w tej scenie stał się wyrazem zamykania się na prawdę, zagłuszania serca. Charakterystyczne przy tym jest szukanie potwierdzenia słuszności swojego gniewu u innych ludzi. Zachowanie tłumu napędzanego przez wspólny dla wszystkich gniew znakomicie odsłania ten mechanizm. Wcześniej podobnie wzburzony tłum wyszedł do Ogrójca po Jezusa. Kiedy wewnętrznie burzymy się wobec niechcianej prawdy, szukamy gorączkowo potwierdzenia swoich racji u innych. W hałasie chcemy zagłuszyć cichy głos sumienia. Wzajemnie napędzani gniewem jesteśmy zdolni do największych zbrodni. Ten mechanizm nieraz w historii ukazał swoje groźne oblicze. I stale do dzisiaj jest wykorzystywany do budzenia nienawiści. W wymiarze indywidualnym mechanizm popadania w „słuszny” gniew pozostaje stałą pokusą, jakiej ulegamy.
Podobnie jak był on skierowany przeciw objawiającej się w Osobie Jezusa Chrystusa prawdzie, tak i w sercu każdego z nas bywa on próbą obrony przeciw trudnej do przyjęcia prawdzie, a tym samym przeciw Jezusowi, który o sobie powiedział, że jest „drogą, prawdą i życiem” albo, mówiąc inaczej, jest „drogą prawdy do życia”.
Narodzenie Syna Bożego jako Człowieka jest tajemnicą wejścia na świat prawdy która nie sprowadza się do dziedziny myśli, ale odnosi się do życia, jest prawdą życia. A nawet trzeba powiedzieć więcej – prawdą, która jest Osobą. Przyjąć do serca tajemnicę Wcielenia oznacza przyjąć prawdę w jej egzystencjalnym i osobowym wymiarze, tj. wejść na drogę stawania się prawdą w jedności z Tym, który jest prawdą. A to praktycznie znaczy: stać się pokornym, wyzbyć się wszelkiej wyniosłości i zdecydowanie odrzucić wszelki gniew i nienawiść. Nieważne są nasze racje, ważna pozostaje prawda i dobro, które stają się takie w pełni, jeżeli obejmują wszystkich. Szczepan na koniec w tym duchu woła do Boga: Panie, nie poczytaj im tego grzechu (Dz 7,60). W tej modlitwie łączy się z Jezusem, który na krzyżu prosił Ojca: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23,34)
Mariusz Orłowski
Dodaj komentarz