Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas na drogę do Emaus – drogę, która
jest nie tylko opisem wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat, ale także
niezwykle trafnym obrazem ludzkiego życia, bo któż z nas nie zna
takich chwil, kiedy człowiek idzie naprzód, a jednak w sercu niesie
ciężar rozczarowania, smutku i pytań, na które nie znajduje
odpowiedzi.
Dwaj uczniowie odchodzą z Jerozolimy nie dlatego, że znaleźli
spokój, ale dlatego, że utracili nadzieję, bo wszystko, w czym
pokładali ufność, wydaje się rozsypane, przekreślone i zakończone, a
słowa: „A myśmy się spodziewali…” stają się jednym z najbardziej
ludzkich zdań całej Ewangelii, bo są wyznaniem serca człowieka,
który boleśnie zderzył swoje oczekiwania z rzeczywistością.
I właśnie wtedy, kiedy oni odchodzą z ciężarem zawodu, kiedy
rozmawiają o tym, co się nie udało, kiedy próbują zrozumieć sens
wydarzeń, które ich przerosły, Jezus przybliża się i idzie z nimi, jakby
chciał objawić tę wielką prawdę, że Bóg nie opuszcza człowieka
właśnie wtedy, gdy ten najbardziej przeżywa swój kryzys wiary, swój
smutek i swoją duchową noc.
On nie zatrzymuje ich siłą.
Nie przerywa im. Nie narzuca się.
Najpierw słucha.
Pozwala człowiekowi wypowiedzieć ból, bo Bóg nigdy nie lekceważy
ludzkiego cierpienia ani pytań rodzących się w sercu człowieka.
A potem zaczyna wyjaśniać im Pisma i ukazywać, że nawet to, co po
ludzku wyglądało jak klęska, było wpisane w Boży plan zbawienia, że
krzyż nie był porażką Chrystusa, lecz drogą do chwały, i że Bóg działa
nie według ludzkich oczekiwań, ale według mądrości większej niż
nasze rozumienie.
Choć jeszcze Go nie rozpoznają, ich serca zaczynają płonąć.
Bo kiedy człowiek naprawdę słucha Boga, zanim jeszcze wszystko
zrozumie, już zaczyna się w nim przemiana.
A później następuje moment kulminacyjny – chwila łamania chleba.
I właśnie tam otwierają się ich oczy.
Nie w chwili wielkiego znaku.
Nie w momencie widowiskowego cudu.
Ale przy prostym geście, który staje się objawieniem obecności
Chrystusa.
To niezwykle wymowne, że uczniowie rozpoznają Pana właśnie przy
łamaniu chleba, bo Ewangelia przypomina nam tym samym, że
człowiek najpełniej spotyka Zmartwychwstałego tam, gdzie On
pozostawił siebie – w Eucharystii.
Bracia i Siostry,
pierwsze czytanie ukazuje Piotra, który z mocą głosi światu, że Jezus
zmartwychwstał, jakby chciał powiedzieć, że wiara nie może
pozostać prywatnym przekonaniem, lecz musi stać się
świadectwem, które odmienia życie człowieka.
Drugie czytanie przypomina natomiast, że zostaliśmy wykupieni nie
czymś przemijającym, ale drogocenną krwią Chrystusa, a więc
nasze życie ma wartość większą, niż jesteśmy w stanie pojąć.
I dlatego dzisiejsza Ewangelia pyta każdego z nas:
czy potrafię rozpoznać Boga także wtedy, gdy nie działa tak, jak się
spodziewałem?
Czy umiem wierzyć także wtedy, gdy droga życia nie prowadzi tak,
jak sobie zaplanowałem?
Czy zapraszam Go naprawdę, mówiąc z serca: „Zostań z nami”?
Bo dopiero wtedy, gdy człowiek pozwoli Chrystusowi zostać,
zaczyna rozumieć sens swojej drogi.
Diakon Mariusz
Dodaj komentarz